poniedziałek, 8 marca 2010

CANDY - PISANKI




Witam Was kochani
Święta za pasem , postanowiłam więc  obdarować Was moimi ręcznie malowanymi pisankami.
Wiosna na którą tak czekamy czasem rodzi się w duszy bez względu na porę roku.
Napiszcie co w Was tę wiosnę budzi.

Zasady Candy jak wszędzie;)
(osoby nie posiadające bloga, proszone są
 o pozostawienie swojego adresu email)

Pierwsza wylosowana osoba otrzyma te oto trzy jajka.











Dla drugiej wylosowanej osóbki jajo poniżej.




Mam nadzieję, że znajdą się chętni na moje pisanki.

Komentarze proszę zamieszczać do 20 .III.
Losowanie odbędzie się 21 marca .

Pozdrawiam!!!

wtorek, 2 marca 2010

MALOWANIE JAJEK, PISANKI I KOLEJNY TWOREK




Stanowczo ta zima za długa, wybudzić się z niej  nie mogę .
Stęskniona jestem wiosny...
Podły leń drzwi przed weną okna  mi zamyka, upodobał sobie ciepłe pielesze i książki,
ale walczę z nim, choć przyznam, że mozolnie mi to idzie;) 

 Małe przygotowania do świąt - pastelowe jaja.
Malowane farbami akrylowymi.









 I ukryte w koralikach tęskne myśli moje...


Tworek ręcznie dziergany,
różyczka porcelanowa malowana akrylem


 A na koniec lampion do kolekcji;)

Wszystkich Was  serdecznie pozdrawiam!


czwartek, 4 lutego 2010

MALOWANY STOŁEK. MEBLE DLA DZIECI.

Na wstępię chcę wszystkim podziękować za ciepłe komentarze, za maile i porady dotyczące poprzedniego posta.Czytałam każdą wiadomość z uwagą i wzruszeniem, dziękuję bardzo , że byłyście  z nami. Na szczęście uporaliśmy się wreszcie, dzięki dobremu specjaliście, w końcu znalazł się taki. W tej chwili synek ma ustawione leki alergiczne i to działa, za miesiąc po kuracji, testy. Zobaczymy więc. A tym czasem urządzmy Igorkowi pokój. Bracia pomimo wcześniejszych zapewnień ,że marzą o  wspólnym pokoju, teraz kategorycznie zażądali  osobnych;). Cóż, nie ma się co dziwić, bowiem różnica wieku nie mała - 11 lat;) Tak więc jesteśmy na etapie  wprowadzania zmian. Pracujemy również nad dodatkami;))
Meble  będą jasne, a dodatki oliwkowo czerwone.
Dziś mały malowany stołek. Jeszcze nie jest ukończony, ale dużo się nie zmieni.
Igor zaakceptował mebelek, aczkolwiek myślę,że wolałby nowoczesne ferrari;))
Miało być jednak auto, więc jest;)




A to lampion, może któraś z Was się skusi, dostępony w OBI za  20 zł!;)


Jak już jestem przy oknie, to nie mogłam nie pokazać Wam  tego arcydzieła, jakie maluje  nam Pan Mróz,
 Mam nadzieję, że choć trochę udało mi się to oddać na fotografii, spójrzcie na te zawijasy, uwielbiam to.


A to my .
Po prawie trzech miesiącach siedzenia w domu pierwszy spacer, to nie lada frajda! Mogliśmy wreszcie wspólnie ulepić pierwszego bałwana. Przystojniak ma orzechowe oczy, ale nos za to malowany na gąbeczce , bo -  o zgrozo, zabrakło marchewki w domu. Ale macha do Was chyba całkiem szczęśliwy;))


Pozdrawiamy Was serdecznie!

środa, 20 stycznia 2010

SMUTNY POCZĄTEK ROKU.

Witam Was kochani
Przepraszam za tą długą przerwę, ale nie miałam ani siły ani tak naprawdę czasu na to by tutaj zaglądać.
Nowy rok nie zaczął się dla nas najlepiej. Najpierw zmiany w mojej pracy a potem rzecz , która najbardziej mnie trwożyła, mianowicie stan zdrowia mojego młodszego synka.
Zaczęło się już w listopadzie, katar i kaszel , ot mała infekcja, niby nic dziwnego o tej porze roku.Kontrolowaliśmy sprawę cały czas, nie było zmian na oskrzelach, więc obywało się bez antbiotyku, ale mały wciąż kaszlał. Leczenie domowe nie przynosiło pożądanego efektu, w sumie  był w dobrej formie poza tym właśnie  kaszlem. Irytowałam się przeczuwając, że coś jest nie w porządku, ale konsultacje z lekarzami nie przynosiły nic nowego. Lekarze tłumaczyli,
że mały nie potrafi odpluwać i stąd dłuższy czas dojścia do pełnej formy. Radzili nie panikować, tylko spokojnie czekać aż przejdzie. Więc czekaliśmy.
Grudzień/noc - stan  niestety się pogorszył, gorączka, dziecię się nam leje przez ręce, bóle brzuszka, jedziemy na  pogotowie, przepisują mu  antybiotyk.
Po 3 dniach kuracji znów wymioty, jedziemy więc do szpitala, tam pada decyzja by odstwaić całkowicie leki  i przetrzymać dziecko. - Przetrzymać?
  Kiedy zapytałam czy nie wymaga hospitalizacji poinformowano nas, że "raczej  nie", poza tym i  tak nie ma wolnych miejsc.Kurowaliśmy więc małego znów domowymi sposobami, stan ogólny się poprawił,  kaszel nadal się jednak utrzymywał.
Styczeń - odbieram synka z przedszkola, pani wychowawczyni informuje mnie, że synek narzeka na ból ucha.
Natychmiast jedziemy do lekarza, kolejna diagnoza to zapalenie ucha = antybiotyk.
Ranek -  występują wymioty  a  na poduszce krew - pękła błona bębenkowa, natychmiast wizyta u laryngologa .Truchlejemy czy nie będzie częściowej utraty słuchu.Doktor zapisuje  antybiotyk do ucha, i radzi ...CZEKAĆ.
I tu już moja cierpliwość i ufność się skończyła, postanawiam pojechać  bez skierowania  do szpitala. Na miejscu szanowna pani w rejestracji informuje mnie , że nie mają oddziału laryngologicznego i że mnie nie przyjmie. Ja - zazwyczaj jak mawiają spokojna osoba, dostałam niemal "szału". Dziecko z krwawiącym uchem nie wzruszało nikogo poza nami. Wykrzyczałam niemal, że nie wyjdę do póki nie zawoła lekarza i nie obejrzy naszego synka. Przyszła pani ordynator,  diagnoza  przwlekłe zapalenie zatok , zap. ucha  , pada decyzja,że zostaje w szpitalu. Żeby "było śmieszniej" podczas pobytu wszystkie leki oprócz dożylnych- musieliśmy kupować sami, nawet rutinoscorbin...taki mamy szpital w Gdyni Redłowie .
pPrawie 24 h/d jesteśmy z mężem   na zmianę z synkiem. Drugiego dnia, kiedy przyjeżdżam rano,Przy drzwiach  zastaję kilkoro rodziców a na drzwiach widzę napis: "EPIDEMIA CAŁKOWITY ZAKAZ ODWIEDZIN". mimo to dzwonię, otwiera siostra i natychmiast odmawia odwiedzin, ale po chwili pyta: Pani była wczoraj?" Byłam ... Proszę wejść , ale tylko pani
Prowadzi mnie do gabinetu pielęgniarek dostaję tabletkę, jak dziecko połykam, dopiero po chwili pytam co się właściwie dzieje, ale  nie dostaję odpowiedzi... ponawiam pytanie,po chwili słyszę: "Proszę sobie z lekarzem na ten temat porozmawiać"
Nerwowo szukam lekarza, pojawia się po 40 min. Prawie goniąc panią doktor po korytarzu dowiaduję się , że na sali z moim synkiem leżał chłopiec który był zakażony meningokokami ( bakterie które wywołują m.in np. sepsę).Teraz chłopca w sali nie ma. Za chwilę przychodzi siostra i pyta o męża, kiedy będzie, bo muszą mu podać również antybiotyk.
I mój synek w tej samej sali wraz z innym chłopcem., najbardziej narażeni... Czekamy, wiemy, że niepokojącymi pierwszymi objawami są wymioty i gorączka. Dzień następny - chłopiec obok wymiotuje. Ale ponoć napił się nieświeżego soku...
Dzień wcześniej przyjęto również dziecko z wirusem jelitowym...
Znów czekamy. Dzień 4 nasz synek  wymiotuje,potem każde z nas .  Decyzja lekarza - czekać. Trudno jest mi opisać, co wtedy czułam, strach bowiem potrafi mieć wielkie oczy. Nerwy mi puszczały.Innym rodzicom również
Mijają 2 dni, sytuacja się normuje. Czyli jednak mógł być wirus... choć wiemy, że bakteria może rozwijać się bardzo dłuuuugo. Po 7 dniach synek zostaje wypisany, płuca czyste, test na chlamydię i mycoplasmę ujemny a kaszel jest dalej...ale mamy jeszcze kontynuować leczenie w domu.
3 dzień w domu na antybiotyku - znów ból ucha, szukamy najlepszego lekarza prywatnie, trafiamy do kolejnego ordynatora,  świetny specjalista od odporości,hematolog, itp. diagnoza - niedoleczone przewlekłe zap.zatok...Czyli został wypisany niewyleczony.Synek dostaje kolejny inny antybiotyk...Teraz czekamy na efekty leczenia . Najważniejsze , że jest już razem z nami w domku i w miarę lepszej formie.
Ręce mi opadają . Przecież nie jestem lekarzem, komu mam ufać jak nie im, ale jak obserwuję naszą służbę zdrowia ,mam wiele wątpliwosci. Najsmutniejsze jest to,że najbardziej cierpi na tym nasz synek...Jak teraz myślę o lekarzach, którzy pytali mnie po co przychodzę znów  z katarem i kaszlem skoro stan sie nie pogarsza, szlag mnie trafia. Musiało do tego dojść? Mam nadzieję, że dla Was początek roku był łaskawszy. Przepraszam czytających za mało spójny i przydługi post, ale piszę to właśnie na " gorąco."Wszystkim życzę dużo zdrowia i jak najrzadszych kontaktów z "służbą zdrowia?"

Dziś na osłodę upiekliśmy szarlotkę, Igorek   jest specem od wyrabiania kruchego ciasta:)





            A  teraz słodko śpi.





czwartek, 24 grudnia 2009

WESOŁYCH ŚWIĄT











Kochani
Życzę Wam nadziei, własnego skrawka nieba, zadumy nad płomieniem świecy, filiżanki dobrej, pachnącej kawy, piękna poezji, muzyki, pogodnych świąt zimowych, odpoczynku, zwolnienia oddechu, nabrania dystansu do tego, co wokół, chwil roziskrzonych kolędą, śmiechem i wspomnieniami.

Wesołych Świąt!









wtorek, 15 grudnia 2009

WYRÓŻNIENIA I TWORKÓW CZĘŚĆ DALSZA

Ostatni tydzień był dla mnie dosyć ciężki, namnożyło się problemów, aura niekorzystna i jeszcze synek się pochorował:(.
Na szczęście sytuacja już w miarę opanowana.Uff. Odrabiając zaległości muszę Wam serdecznie podziękować za wyróżnienia, które trochę przetrzymałam. OGROMNIEEEEE DZIĘKUJĘ wspaniałym dziewczynom, które zechciały mnie nimi zaszczycić ! ! ! Pąs nie schodzi z twarzy;)

















Oto blogowiczki które mnie nagrodziły, zajrzyjcie do nich koniecznie, bo  na swoich blogach dzielą się świetnymi poradami i pomysłami!
       Bestyjeczka  - Nowy Dom w Starym Stylu
       Ika                  - Wedrowanie Moniki
       Agata            -  Hafija's Little  World
       MariaPar        - Zielony Kuferek

Wyróżnienia pragnę przekazać do :

Małgośki -  Low Flying Angels
Cérie        - Cérie's art - taki żart
Penelopy  - Altelier Penelopy
Enchocolatte - We Śnie i Na Jawie
Joie                 - Cichutki Kącik Joie


A to wyróżnienie pragnę przekazać wszystkim blogowiczkom , które obserwuję :)




A na koniec kolejne tworki;)





i  czarodziejska różdżka "Papilonowa" dla małej  lub dużej księżniczki;))
(już zdradzę , że przygotowana z myślą o Candy, ale to nie będzie jedyna rzecz oczywiście )











Pozdrawiam serdecznie Wszystkich tu zaglądających!
Miłego dnia!


środa, 9 grudnia 2009

CZYM SIĘ RÓŻNI MÓZG MĘŻCZYZNY OD MÓZGU KOBIETY...

Dziś oto mój M pokazał mi filmik  i mówi: "Kochanie czy coś Ci to przypomina?  "Uśmiałam się do łez, może i Was rozbawi, ta wg. mnie -  dosyć trafna analiza .Tylko wyłączcie sobie najpierw muzykę , która gra na blogu, by nie zakłócała odbioru;))







Miłego wieczoru i dużo uśmiechu Wam wszystkim życzę.

niedziela, 6 grudnia 2009

ZABAWA MIKOŁAJKOWA - WYMIANA

Dziś Mikołajki.
Chciałam serdecznie podziękować za  prezent od mojej Mikołajki z
Vanilla Decor:))) Pierwszy raz brałam udział w takiej blogowej zabawie (dzięki Dag-esz), i powiem Wam, że  bardzo mi się ona podoba! Zgodnie z umową pokazuję co otrzymałam i co przygotowałam.Vanilla dziękuję Ci serdecznie! Spójrzcie jaką fajną niespodziankę dostałam.
Trzy różowe gwiazdeczki z pięknym przesłaniem oraz podkładkę z obłędnym łosiem! Bardzo , bardzo Ci dziękuję!
Sprawiłaś mi radość:))))












A teraz pokażę Wam co ja przygotowałam. Miałam okropnego pietra czy aby się nowej właścicielce spodoba.Ponieważ to czas zbliżających się Świąt pomyślałam, że ozdoba choinkowa może być odpowiednia.Zapakowałam w kartonik wyłożony piórkami i dołożyłam karteczkę.To tylko drobiazg i może nie jest doskonały, ale był robiony z sercem i z myślą  o Sylwii .




sobota, 5 grudnia 2009

OZDOBY CHOINKOWE







Co roku przed Świętami Bożego Narodzenia przygotowujemy  w domu ozdoby świąteczne.
 Kiedy byłam małą dziewczynką choinka robiła na mnie ogromne wrażenie. (robi do tej pory, ale już trochę mniejsze;))
Nie mogłam  się doczegać  tej upragnionej chwili  by ją ubierać.
U nas w domu rodzinnym jest taka tradycja, że drzewko ubieramy w dzień Wigilii, ani dnia wcześniej.
Czekałam więc zawsze z niecierpliwością na tą chwilę.Tata przynosił choinkę do domu, ciosał ją z nierównych dolnych gałęzi, a nas wysyłał po piasek do wiadra w którym drzewko miało stać. Nie wiem dlaczego , ale prawie co roku gdzieś ginął stojak. Mama w tym czasie w kuchni czarowała najpiękniejsze zapachy, a naszym przywilejem było strojenie.
To była frajda! Wdrapywałam się na krzesło by dosięgnąć gałązek, pod koniec mama sprawdzała i  poprawiała, co uczyniłam.
Po ubraniu zielonej panienki mogłam wpatrywać się w nią godzinami, najbardziej lubiłam ten moment wieczorem, gdy zapalone lampki  stwarzały taki bajkowy nastrój. Tam grzybek, tam dzwoneczek a tam szyszka...o i gwiazdka.
Pamiętam jak z bratem stroiliśmy miny do bombek obserwując nasze wykrzywione w odbiciu buzie.
Chowało się aniołka  , kto pierwszy znalazł go na choince ten miał cukierka.
Magiczny to czas...
Kiedy już zamieszkałam osobno i urodziły się dzieci postanowiłam, że każdego roku będziemy robić własne ozdoby.Może i są trochę kiczowate, trochę zbyt błyszczące, ale chcieliśmy by choinka była właśnie taka baśniowa. Teraz to mąż ciosa drzewko a my  je dekorujemy:) W kuchni króluję ja, ale gonię wszystkich do pomocy ile się da;)
Dzieci bardzo lubią to zajęcie ( robienie ozdób), choć starszy syn nie ma już takiego entuzjazmu jak kiedyś;)) Chciałabym aby kultywowały kiedyś w swoich domach tą naszą tradycję.  Te "bombki" zawieszone lub wyciągane co roku z kartonika, zawsze przypominają mi  te piękne chwile spędzone razem.Może kiedyś i  im będą je przypominać.







Brązowy cukierek to dzieło starszego synka Olafa



Młodszy Igorek też bardzo nam pomaga.



A robimy je tak:
Najpierw szukam w secondhand welurowych lub innych ozdobnych materiałów.
Potem zbieramy małe pudełeczka (często przydaje się opakowanie po lekach)
Potem oklekamy tym co mamy pistoletem z klejem na gorąco

 Zdjęcie choinki pokażę w czasie Świąt:)


A tu  powoli świąteczne akcenty w domu





  Żyrandol też już przystrojony.


MASA SOLNA . WIANUSZEK.









Ostatnio odwiedziły nas przemiłe dzieci z sąsiedztwa.Wcześniej umówiliśmy się, że będziemy sobie pracować  z masą solną. Zaproponowałam  wianuszki oraz "nibypierniki". Aniołki były już wczesniej;) Dzieci ochoczo lepiły wianuszki,  wyszły im pięknie.  Jednak po  czasie zaobserwowałam, że największą frajdę sprawiała im zabawa , gdzie mogły robić sobie z ciastem co chciały - kroić nożykami, zawijać , rozciągaaać, wałkować itp. No i najfajniej pewnie byłoby obsypać się nawzajem  mąką . I wiecie co, chyba następnym razem będzie "twórczo inaczej", bo kto powiedział , że można poszaleć?;)








Rozmawialiśmy sobie trochę o kolorach. Moja mała sąsiadeczka malowała aniołka. Wybrała ciemniejsze odcienie. Rudy aniołek miał ciemnoniebieską sukienkę. Spodobało mi się to, mówiłyśmy że to kolor nieba wieczorem,  a włosy?  Nikt nie powiedział, że anioł musi być "blond". Potem jej młodszy braciszek kolorował pieska, dodał dużo ochry, słysząc naszą rozmowę o barwach spojrzał na figurkę i z pełną powagą mówi: A to jest kolor kupy;))
Rozbraja mnie dziecięca szczerość - uwielbiam to.
p.s. I co by nie powiedzieć, to  było trafne spostrzeżenie...



Related Posts with Thumbnails